Tęczowy parasol

 W pewnym małym miasteczku, gdzie domy miały czerwone dachy, a ogródki pachniały miętą i bzem, mieszkała dziewczynka o imieniu Lila.

Lubiła patrzeć w niebo i zbierać kolorowe kamyki, ale najbardziej ze wszystkiego… nie lubiła deszczu.

– On jest taki szary – wzdychała – i mokry, i smutny…

Pewnego dnia, gdy chmury przykryły całe niebo, a krople zaczęły tańczyć po parapecie, Lila znalazła coś niezwykłego.
Leżał na ławce w parku – parasol. Nie byle jaki – miał wszystkie kolory tęczy, a jego uchwyt był zrobiony z błyszczącego drewna, gładkiego jak woda w jeziorze.

Lila rozejrzała się – nikogo nie było. 
Parasol jakby na nią czekał.



Gdy tylko go otworzyła, stało się coś magicznego – deszcz przestał być szary.
Każda kropla, która dotknęła parasola, zmieniała się w kolorowe światełko.
Pod parasolem było jasno i ciepło, jak w środku tęczy.

Lila zaczęła chodzić ulicami, śmiejąc się, bo deszcz już jej nie straszył.
Ludzie wyglądali z okien i też się uśmiechali – jakby coś się zmieniło.
A potem stało się coś jeszcze. 
Tam, gdzie Lila przechodziła, na ziemi wyrastały małe kolorowe kwiaty.
Deszcz już nie smucił – on… pomagał.
Wieczorem, gdy dziewczynka wróciła do domu, złożyła parasol i postawiła przy łóżku.

– Dziękuję – szepnęła – dziś było inaczej.

A parasol cicho zaszumiał swoimi kolorami, jakby mówił: „Każdy dzień może być piękny, jeśli spojrzysz na niego z innej strony.”
Od tamtej pory, gdy padało, Lila cieszyła się.
Wiedziała, że czasem w deszczu kryje się coś dobrego – wystarczy odrobina koloru i otwarte serce.

Komentarze